Menu

Żagwinka

Żagwin to takie piękne, fioletowe kwiaty, które zasługują na znalezienie się w tytule bloga :

Zimowa przerwa

zagwinka

Moja amatorska grupa rowerowa okazała się mieć dość słomiany zapał. Co prawda od czasu do czasu udało mi się kogoś wyciągnąć na rower, ale zasadniczo jeździłam sama. Miałabym ochotę jeździć tak przez cały rok, ale zimno się zrobiło. Marzną ręce, nogi, zresztą w ogóle człowiek marznie na rowerze. Może byłoby lepiej w jakichś bardziej profesjonalnych ciuchach, ale chwilowo cierpię raczej na niedobór gotówki niż jej nadmiar, więc nie będę w coś takiego inwestować.

Koleżanka skrzykuje amatorską, zimową grupę basenową i pewnie się przyłączę, bo ewidentnie brakuje mi aktywności. Nosi mnie i muszę (i chcę) to wykorzystać.

Za trochę dłużej niż tydzień już mikołajki... Trzeba by się wybrać na jakieś zakupy. I przede wszystkim, obmyślić najpierw co by tu kupić, żeby nie wydać niepotrzebnie kasy. Później Święta, Sylwester, karnawał i zanim się nie obejrzymy będzie znów wiosna i będzie można znów pojeździć na rowerze bez groźby odmrożeń ;) A tymczasem: zimowa przerwa.

Obiecująco

zagwinka

Sprawa z moją małą, nieoficjalną i zdecydowanie amatorską grupą rowerową wygląda coraz bardziej obiecująco :) Ale póki co nie zapeszam, napiszę jak się coś wyklaruje :)

Na rowerze

zagwinka

Niestety nie znalazłam w okolicy żadnej grupy rowerowej na moim poziomie. Jeżdżę więc głównie sama; czasem w towarzystwie którejś kumpeli albo kogoś z rodziny. W każdym bądź razie stałej grupy nie ukształtowałam. Może to i dobrze, bo jakoś tak mam, że to ja zawsze muszę wszystkich wyciągać i wysłuchiwać jak to im się nie chce, a później jakie mają zakwasy. A to też zniechęca. Nie mam ochoty wysłuchiwać czyichś marudzeń. Wystarczy mi walczenie z moim własnym "tak mi się nie chce". A przecież teraz mamy taki piękny zielony świat, że szkoda siedzieć w domu.

Chodzi za mną

zagwinka

Od dwóch tygodni chodzi za mną myśl, żeby zapisać się do jakiejś - zdecydowanie amatorskiej - grupy rowerowej, albo grupy miłośników rowerów, która działa w pobliżu. Opisuję ją z taką ostrożnością, bo moja kondycja do dobrych nie należy, ale lubię sobie od czasu do czasu pojeździć. W zimie podobny pomysł rozważałyśmy z kumpelami. Ba, nawet przez tydzień rzeczywiście jeździłyśmy, ale później im się odechciało. Mi niby nie, ale raźniej jeździć z kimś. Przeglądałam nawet takie grupy na FB, ale te, które znalazłam są dla mnie zdecydowanie za dobre. Muszę poszukać kogoś bardziej "zbliżonego" do mnie.

Dziś dodatkowo, trochę przekornie w porównaniu do pierwszego "chodzenia", chodzą za mną kluski śląskie. Marzą mi się takie pyszne, z gulaszem, dużą ilością sosu i szparagami, albo mizerią z ogórków... Mniam... Szkoda, że rano nie ugotowałam ziemniaków... Może po prostu kupię mięcho, wieczorem zrobię gulasz, ziemniaczki ugotuję rano i moje kulinarne ciągoty zrealizuję jutro... Dziś chyba nikomu nie będzie się chciało czekać tak długo.

7 marca

zagwinka

7 marca... 2 tygodnie do wiosny i Dnia Wagarowicza; 2,5 tygodnia do zmiany czasu na letni; 3,5 tygodnia do Świąt; 4 dni do wolnej niedzieli, 1 dzień do Dnia Kobiet, 3 dni do Dnia Mężczyzn :) O czymś zapomniałam? Lubię marzec :) A ponadto właśnie rozpoczął się czas wiosennego ocieplenia. Jest super.

© Żagwinka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci