Menu

Żagwinka

Żagwin to takie piękne, fioletowe kwiaty, które zasługują na znalezienie się w tytule bloga :

7 marca

zagwinka

7 marca... 2 tygodnie do wiosny i Dnia Wagarowicza; 2,5 tygodnia do zmiany czasu na letni; 3,5 tygodnia do Świąt; 4 dni do wolnej niedzieli, 1 dzień do Dnia Kobiet, 3 dni do Dnia Mężczyzn :) O czymś zapomniałam? Lubię marzec :) A ponadto właśnie rozpoczął się czas wiosennego ocieplenia. Jest super.

Weekend u dziadków

zagwinka

Przypominam zapominalskim, że w niedzielę mamy Dzień Babci, a w poniedziałek Dzień Dziadka. My z tej okazji będziemy podróżować, odwiedzać i - obstawiam - wcinać pyszne ciasta z kawką :)

Koleżanka zawstydziła markety czyli coś o dziecięcym uporze

zagwinka

W tym roku moja koleżka zawstydziła markety i... rozłożyła choinkę w połowie listopada... Zrobiła to pod wpływem marudzenia dziecka, które nota bene już do najmniejszych nie należy. Najwyraźniej jednak dziecko u niej w domu rządzi i nieważny zwyczaj, radość w święta (bo do nich drzewko zdąży nie tylko się znudzić, ale nawet odpadną mu igły), wpajanie zasad i uczenie oczekiwania. Dziecięcy upór wygrał, święta moim zdaniem przegrały. Chyba, że sprowadzimy je tylko do zwyczaju obdarowywania się... Co wiele osób zresztą robi...

Jesienne dania i takie tam

zagwinka

Chyba jednak, mimo słońca za oknem, mój organizm czuje, że mamy jesień. I nie tylko mój. Od kilku dni tematem dyżurnym są u nas w pracy dania. Zamiast rozmawiać o czymś bardziej wyszukanym, nie twierdzę, że od razu o poezji, ale może o zwykłych powieściach, filmach, muzyce, aktywności fizycznej, podróżach, jakichś zajęciach swoich albo dzieci, my nawijamy co byśmy tu zjadły na obiad. A same propozycje koło rzeczy "fit" zdecydowanie nie leżały. Żadne sałatki, delikatne, grillowane czy gotowane na parze mięsa czy ryby. O nie. Otóż mamy ochotę na konkretny, pikantny bigos z dużą ilością grzybów, kiełbachy i mięsa, schaboszczaki z ziemniaczkami i kiszonymi ogórkami, tłuściutki rosołek, bitki wołowe w ciemnym, cebulowym sosie, itd. Generalnie na rzeczy kojarzące się z jesienią, zimą i czymś ciepłym i konkretnym na rozgrzewkę. Żegnaj dieto. W sumie to nawet moda sprzyja takiemu folgowaniu sobie, bo z tego co widuję po sklepach to jak najbardziej na topie są szerokie swetry, sukienki, koszule i bluzki. A zatem idealny czas, żeby się najeść, a rozpustę ukryć za modnymi strojami :) A wiosną będziemy się martwić... Zresztą podobno można zminimalizować ryzyko zbytniego przytycia popijając herbatkę z przyprawami zwłaszcza z cynamonem, który radzi sobie z kaloriami i jedząc pikantne przyprawy, sosy czy coś. Ostatnio znalazłam przepis na sos sambal na taką okazję - robi się go głównie z papryczek chili i limonek. Dodaje się przyprawy i mamy nie tylko poprawiacz smaku (oczywiście dla tych co lubią ostre rzeczy), ale i spalacz kalorii.

W zasadzie aktualnie martwi mnie nie tyle moja waga czy jej potencjalna zmiana, tylko ucho. Teoria jest mi znana: nie czyści się uszu patyczkami. W praktyce jakoś nie potrafię jej zastosować. No i nie wiem czy sobie tego ucha ostatnio za mocno nie "wyczyściłam", bo zaczęło mnie boleć. I jakoś tak dziwnie "szczykać" czy coś w tym rodzaju. Generalnie, jak by to powiedzieć: słyszę głosy :) No, może odgłosy, dźwięki, których raczej inni nie słyszą :) Wiem, brzmi to dziwnie, ale trochę mam stracha. Mam nadzieję, że się zagoi i przestanie. W przeciwnym razie czeka mnie wizyta u laryngologa... Co za głupota - oczywiście z mojej strony. Poza tym muszę kupić opaskę na uszy do jeżdżenia na rowerze, bo jednak wieje, nawet gdy jest ciepło.

Żeby nie było

zagwinka

Żeby nie było, że jestem tu zbyt rzadko (choć taka prawda), postanowiłam naskrobać kilka słów. Przynajmniej nie będzie takiego ogromnego przeskoku z maja do sierpnia. Jejku, powiedzcie, jak to możliwe, że jutro już sierpień. Przecież dopiero wiosna się zaczęła... Z jednej strony to dobrze, bo wkrótce mam urlop, ale z drugiej - strasznie zleciało. Dzieciaki już pewnie kręcą nosem, że połowa wakacji za nimi. A mi sierpień brzmi już tak jakoś jak początek jesieni. Może nie jesieni w pełnym tych słów znaczeniu, ale te poranne mgły, "złote" pola, żniwa, połyskujące w słońcu babie lato... Tak jakoś nastraja na początek jesieni. A później ani się obejrzymy i stuknie nam kolejny rok.

A tymczasem stukam w klawiaturę, zamiast wyjść na spacer, żeby nacieszyć się ostatnim dniem lipca. Bo warto. Przy takiej pogodzie, aż grzech w domu siedzieć... Miłego popołudnia. Byłam tu :)

© Żagwinka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci